Droga do Boga
Czy zastanawialiście się kiedyś po co obchodzimy Święta?Pogubiłam się trochę na mojej drodze życia. Trochę nagrzeszyłam, trochę nabroiłam. Choć wiary nie zgubiłam to zmalała tak bardzo, a ja sama nie wiem nawet kiedy. Przestałam obowiązkowo chodzić do kościoła w niedzielę i gdzieś po drodze zapomniałam o modlitwie. Czy oby na pewno? Później to już było tylko lenistwo - po prostu mi się nie chciało. Szłam do kościoła kiedy miałam czas ale tylko wtedy jak mi się chciało a kiedy mama lub Mariusz ciągnęli mnie do kościoła to szłam z grymasem. Przecież kiedyś potrafiłam biegać też w tygodniu i poza życiem prywatnym prowadziłam życie duchowe, które było bardzo głębokie i dawało mi radość. Tak byłam szczęśliwa. Gdzie się podziałam tamta ja? Co się ze mną stało? Jak już poszłam do kościoła to prosiłam uparcie Boga by nie pozwolił mi odejść i zasiał we mnie ziarenko wiary które rozkwitnie. Wołałam do Niego: "Nie pozwól mi odejść!" ; "Pomóż swojej zaginionej owieczce!". Ten okres trwał ponad 3 lata, tyle czasu kłóciłam się z Bogiem żeby mnie zatrzymał przy sobie. Te święta Wielkanocne chyba zasiały we mnie to ziarenko. Choć czasami jeszcze się kłócę ze sobą czy mam iść do kościoła bo mi się nie chce ale moja dusza tego potrzebuje. Codzienność, praca, ciągły brak czasu i chęć zorganizowania wolnego czasu dla siebie, zmęczenie, obowiązki.... Wiele więcej można by wymieniać jeszcze długo... a to wszystko przysłoniło mi potrzeby mojej duszy. Mam, żywy obraz ile więcej jest warte życie z Bogiem a ile życie bez Boga. Z Bogiem byłam Szczęśliwa i chętnie pomagałam innym. Chciałam pomagać wszystkim i uszczęśliwić wszystkich którzy byli w moim zasięgu. Bez Boga byłam nieszczęśliwa, wiecznie odczuwałam jakiś brak, chęć zmiany monotonii mojego życia. W te święta zaczęłam się zastanawiać poco ludzie obchodzą Święta skoro niektórzy nie mają czasu by podejść na tą chwilę do kościoła by poświęcić pokarm (przykład wzięty z ubiegłorocznych świąt u znajomych. Podzielili się nie poświęconym pokarmem z koszyka - bo nie można nazwać tego święconką). To po co stać godzinami w kuchni by przygotować dania i usiąść przy świątecznym stole jeżeli nie wiemy nawet dlaczego obchodzimy te święta. W codzienności tego świata zapominamy o tym by zapraszać do życia Boga.
Proszę wszystkich Wierzących o modlitwę w mojej intencji. By Bóg zagościł w moim sercu na zawsze. Proszę o modlitwę bym nabrała odwagi i poszła do spowiedzi i zaczęła nowe życie z Bogiem.
Alleluja!!!
Dlaczego ludzie się wtrącają
Babcia wywiadowca dowiedziała się, że jestem w ciąży i od razu zadzwoniła do moich rodziców w momencie kiedy się szykowałam żeby sama w końcu im powiedzieć. Dlaczego nie dała mi szansy żebym sama mogła porozmawiać? Jeszcze jest wielce zła i zdziwiona, że jestem na zwolnieniu.... A co mam czekać aż kolejną ciążę poronię bo ona pracowała prawie do końca ciąży? Nie ma mowy.... jakoś sobie poradzimy. Mam już swój wiek i nie jestem dzieckiem. Mam prawo mieć własne dziecko za które ja będę odpowiedzialna.Niech odejdzie jeżeli tego chce...
Wczoraj obudziłam się z myślą, że powinnam iść do kościoła. Ostatnio zaniedbałam swoją wiarę i koniecznie muszę to naprawić. Dzisiaj z racji tego, że jest niedziela poszłam. Kazanie miał ksiądz rekolekcjonista. Zrozumiałam, że jeżeli Mariusz nie chce ze mną być to nie będę go trzymać na siłę... Jeżeli chce odejść niech odejdzie, a jeżeli nie chce powiedzieć rodzicom prawdy niech nie mówi. Ja sobie poradzę z nim czy bez niego. Miłość polega na tym by chcieć dobra drugiego człowieka i robić wszystko dla dobra drugiego człowieka. Skoro on twierdzi, że mnie kocha a mnie rani, krzywdzi to dam mu wolną wolę. Niech robi co chce... Boli ale nie mam innego wyjścia i nie mam już siły się męczyć. Czy zrozumie, że mnie krzywdzi? Nie wiem ale już mnie to nie obchodzi. Wymagam szacunku na który zasługuję. Kochać to czasami znaczy też pozwolić komuś odejść...Zaczynam tracić wiarę w facetów
Po raz kolejny zawiodłam się na moim narzeczonym... Po raz drugi w tej samej sprawie... Wybaczyłam mu bo każdy popełnia błędy, nikt nie jest idealny. Zdarzają się sytuacje które nas przerastają. Nie było łatwo wybaczyć mu ten błąd ale dałam radę ratując nasz związek i naszą miłość. Po raz drugi pojawiła się taka sama sytuacja tylko w innych okolicznościach a on chociaż trochę inaczej zachowuje się podobnie. Nie wiem co mam robić. Jak z nim rozmawiać, jak mu przetłumaczyć... Teraz wiem, że jestem z największym pesymistą jakiego poznałam kiedykolwiek w swoim życiu. Wszystko widzi w czarnych kolorach. Wszystkie rozwiązania są złe. Najlepiej zatracić się teraz w alkoholu. Zapić smutki chociaż pieniędzy jest niewiele. Lepiej się zadłużyć do takiego stopnia by nie mieć szans tego spłacić ale najważniejsze, że w chwili obecnej jest piwo i papierosy... On sam twierdzi, że jest realistą ale ja uważam, że gdyby myślał realnie to starałby się szukać takich alternatyw, które pomogą chociaż w pewnym stopniu rozwiązać nasze problemy ale lepiej myśleć, "nie bo to się i tak nie uda", "to nie ma sensu", "tego nikt nie może się dowiedzieć". Żyje w zakłamaniu, oszukuje bliskie mu osoby. Mamę, tatę i rodzeństwo... Kto wie czy i mnie nie oszukuje... Zaczynam mieć tego dosyć... Jest niedojrzałym tchórzem, który nie ma odwagi spojrzeć rzeczywistości w twarz i z nią walczyć by nasze życie nabrało kolorów. Twierdzi, że mnie kocha, ale nie okazuje tych uczuć. Czy jest jeszcze sens walczyć o ten związek? Czy lepiej będzie jak zacznę szukać innych rozwiązań i pokonam nasze wspólne problemy sama? Gdzie szukać pomocy? Nie mam już sił....<>.

Tekst i obrazek zastrzeżone, nie kopiować!
Nie rozumiem facetów
Chciałam pomóc koleżance którą znam od dziecka. Nie wiem czy dam rade czy moje negocjacje coś pomogą. Ona została rzucona przez faceta a ja chciałam ich pogodzić. Mój facet stwierdził, że poświęcam więcej uwagi jej (gdy ona tego potrzebowała) czy to jest powód by rzucać. W styczniu minęłoby 3 lata jak razem byliśmy. Czy on myśli że ja sobie nie poradzę? Jeżeli nie zmądrzeje i jutro nie przeprosi to ja zacznę się bawić facetami tak jak oni bawią się nami kobietami. żadnych stałych związków.... Mam dosyć facetów...nigdy znaczy nigdy...
Pustymi ramionami nie nakarmię swojego smutnego serca…
Wspomnieniami nie wypełnię pustki z jaką przyszło mi żyć…
Nigdy nie będzie jak kiedyś… czyli nigdy już nie będzie tak cudownie…
Stracić kogoś takiego jak Ty to znaczy nie mieć nic…nie zaprzeczaj…
Mogą mi zabronić wielu rzeczy…mogą starać się zamknąć mi usta…
Mogą odciągać moją uwagę od przeszłości…Mogą czuć, że wygrali…
Nigdy jednak nie dowiedzą się, że wciąż kłamię… że w swoim świecie triumfuje
nad ich beznadziejnością i prostactwem…
Kiedyś, kiedy będę miał wystarczająco dużo siły i dojrzałości to ja zostawię ich
z pustymi wspomnieniami…
Wtedy będę od nich dalej niż daleko…
Wtedy stanę się bliższy sobie samemu i może w końcu wypełnię swoje ramiona….
Obejmując siebie…
Może zdążę, nim pęknie mi serce…

nocą...
I stało się… przebudzenie… dosłowne…i pot samotności…tęsknoty i wariactwa… fizyczność powiązana na zawsze z psychicznością znowu dała o sobie znać… smutek (tak specyficzny)…który czuje się tylko kilka razy w życiu…w sytuacjach, które rzeźbią na naszych psychosomatycznych ‘złączach’ znaki…na całą naszą bytność… przecierając oczy,oczywiście tylko w myślach bo paraliż tęsknoty nie pozwala na poruszenie ręką…zaczyna się rozmowę z ciemnością…jestestwo wyrywa się w tą mroczną niepewność…chce się biec…chce się uciekać…chce się dotknąć przedmiotu naszej tęsknoty…
Czas…mijają minuty, godziny…ciemność za chwilę znowu nas zostawi na rzecz jasnej nadziei – nadziei głupich( a my przecież tak bardzo nie chcemy być uważani za głupców…) myślimy, analizujemy (jakbyśmy naprawdę potrafili to robić)…potykamy się o słowa tańczące w naszych wyobrażeniach…przewracamy się o wspomnienia, które nie chcą zejść nam z drogi…i tkwimy w kolejnych godzinach…trwamy w pół-nocy – pół-dniu…balansujemy na granicy bieli i czerni nie zauważając, że każdy z tych kolorów ma całą gamę odcieni…
Myśli piętrzą się w głowie…zaczyna się rozumienie...strach jednak nie znika…strach związany z naszą cholerną tęsknotą wciąż dotrzymuje nam kroku…ktoś cierpi…a my ciągle się boimy…i tak naprawdę nigdy nie pojawia się światłość..ona jest tylko dla reszty świata..nie dla nas…podział jest coraz wyraźniejszy…podział na – JA TĘSKNIĄCY i ONI żyjący gdzieś obok…
Pot samotności i tęsknoty nie znika…i długo jeszcze nie uwolni nas ze swoich kajdan… zasłużyliśmy na swoją teraźniejszość…wylewanie żalów jest absurdalne…my sami stajemy się absurdem ginącym w nocnym półcieniu…i wszystko traci swój sens…

mogłem....
ale wiecie co?!...ja nie żałuję...nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z Nią...nie żałuję tego wszystkiego co zrobiłem heh...mogłem zrobić inaczej - pewnie...ale nie zrobiłem tego! - heh bo wolałem w tym tkwić...pić z tej znajomości te najmniejsze nawet krople...dziś jestem spragniony...cholernie spragniony...ale tamtego upojenia...nigdy nie zapomnę...i to jest dla mnie najważniejsze......

''nie siegasz''

tekst i obrazki zastrzeżone...nie kopiować!
heh...
Zakończyłem znajomości z pewnymi ludźmi… jedni przyjęli to z wielką pokorą i wyrozumiałością wręcz… drudzy długo się szarpali ale odpuścili, kolejni udawali, że rozumieją aby móc mnie później oczerniać…jeszcze inni nie pogodzili się do dziś… i co? Nic… jakoś wielkiej różnicy mi to nie robi…przestałem być tym który stara się wszystkich i wszystko rozumieć…skończyłem z byciem spowiednikiem, pomocnikiem czy ‘rozbawiaczem’ heh i chyba coraz lepiej się z tym czuję… nauczyłem się, bądź uczę wciąż żyć bez tych wszystkich dziwnych ludzi, którzy na dłuższą metę starali się wyprać mi nie tylko mózg ale również chcieli abym pozbył się ze swojej duszy plam.. nawet tych które mnie ukształtowały, bez których nie byłbym już sobą… chyba nigdy tego nie rozumieli… nie pojmowali ów plam, zabrudzeń na mojej przeszłości.. na sercu i w głowie… może i się starali… zawsze chcieli ‘coś zaradzić’…najlepszą metodą na te wszelkiego rodzaju skazy było właśnie pranie…wybielanie, wybawianie, czyszczenie czasami całkowita degradacja… i co? kolejne NIC…nie chcę przytaczać powielanych już po tysiąckroć powiedzeń (typu: ‘czas leczy rany’) bowiem dla mnie nie mają już one większego znaczenia… nie da się wszystkiego sprać, tak samo jak nie da się skleić szklanki, która rozpadła się na miliony kawałeczków…a jeśli nawet to komu by się to chciało… jak można w ogolę pozbyć się tego co sprawiło, że jesteśmy ‘tacy’… nie inni, nie lepsi, nie gorsi a właśnie ’tacy’… pranie jakie zalecają nam Ci niby ‘eksperci’ od siedmiu boleści kryjący się pod maską samozwańczych przyjaciół… moich przyjaciół.. heh nie uprałem się, chociaż byłem czasami bardzo blisko…chciałem im wierzyć, że ‘tak trzeba’, ‘tak będzie lepiej’… człowiek kiedy czuje, że zabrudzenia na jego ‘ja’ są tak trwałe, że coraz ciężej nam je nosić chwyta się wszystkiego jak ten koleś od ostatniej deski ratunku czy brzytwy…przestajemy myśleć racjonalnie... zaczynamy więc się czyścić…nie oczyszczać (ha!) tylko czyścić…czasami do krwi szorujemy swoją duszę, swoją pamięć, wyrzucamy myśli, które powracają ale my mamy satysfakcję, że nie byliśmy bierni... baaaa a jaką satysfakcję mają samozwańczy przyjaciele…porażającą… kiedy powtarzamy zabieg czyszczenia po raz wtóry jesteśmy coraz bardziej zmęczeni…dochodzi złość i frustracja bo tak naprawdę nie ruszamy się z miejsca.. nasze detergenty wszelkiego rodzaju okazują się za słabe…w rzeczywistości są kłamliwe i złudne… całą robotę szlag trafił... heh dziś wiem, że trafił ją już na samym początku owego czyszczenia… wyczyszczony wychodzisz na ulice jesteś gotowy na uśmiech, umiesz rozmawiać z ludźmi…ale z każdą minutą znowu się brudzisz…plamy odnawiają się jak krwotok, który wydaje się, że ustaje a w efekcie za chwilę na bandażu znowu pojawia się TWOJA krew… oczyszczanie jest dokumentnie inne… trwa dłużej… jest bardziej wnikliwe, dogłębne…przez dłuższy czas nie daję nam żadnej satysfakcji… ale nie frustruje… nie skończyłem oczyszczania…nie, nie aż taki boski nie jestem… ale ukończę je… może za 2, 5 a może i 10, 20lat ale zrobię to na zawsze… dokładnie i bez pośpiechu… bez ‘ekspertów’… nie będę bez skazy… plamy, które sprawiły, że jestem taki jak teraz pozostaną… detalicznie będę o nie dbał… bo to m.in. one będę świadczy o moim oczyszczeniu… a ja stanę się żywym przykładem, że ów ‘zabieg’ jest możliwy…przykładem głównie dla siebie samego patrzącego sobie w oczy każdego poranka…

obrazek z http://www.na-pulpit.com
...-,-...

Polecam dobrą stronę do oglądania filmów, duża baza i nie tnie
http://zalukaj.pl/polecony,739177/Wystarczy wysłać tylko smska za 3.69zł i przez 7 dni oglądasz bez limitów. Bez wysyłania eska też da się oglądać i istnieje możliwość oglądania bez limitów omijając płacenie. Baza filmów jest duża. Spróbujcie, naprawdę warto ;) Przekonajcie się....
To zdjęcie było zrobione jeszcze przed rejsem :)

Wierszyk
Jesteś moim oparciem,bo zawsze mi pomożesz
i wesprzesz kiedy będę tego potrzebowała.
Jesteś przyjacielem,
bo mogę o wszystkim z Tobą rozmawiać.
Jesteś mą bratnią duszą,
która sprawia, że w mym życiu jest choć trochę radości.
Jesteś mą miłością,
a ja pragnę by ta miłość trwała wiecznie.
Won...!
Ty beznadziejny „Chuju”… ach tak bardzo chciałem zacząć notkę od tych słów…pewnie nie wpadniesz na to, że zwracam się do Ciebie poprzez ten jakże pierwszorzędny wpis…zauważ również, że jeszcze nie traktuję Cię jako bezdennego śmiecia i zwracam się do Ciebie z dużej litery…możesz czuć się więc wyjątkowy…no przecież taki się czujesz no nie? Zajebisty, seksowny, wręcz jak młody Bóg… „młody” cóż za ironia losu… No ale koniec z tymi komplementami w Twoją stronę… w zasadzie nie mam Ci zbyt wiele do powiedzenia bo to chyba nie byłby zbyt wyrównany dyskurs a ja nie lubię poniżać innych.. może dlatego, że wiem jak się wtedy czują i nie koniecznie mi to opowiada…chciałbym po prostu żebyś się ode mnie odczepił bo nie mamy ze sobą już nic wspólnego…nie chcę mi się nawet komentować tych żałosnych podchodów w moją stronę bo w zasadzie czuję się nieco urażony, że masz mnie aż za takiego kretyna i myślisz, że można mi wciskać te „głodne kawałki dla najedzonych żółwi”… naprawdę spakuj swoje słowa do pudełeczka po prezerwatywach i wyrzuci je…po prostu… nie jesteś warty niczego.. a jeszcze niedawno byłeś…tzn dla mnie byłeś bo dobre duszki zawsze szeptały, że wielkiej wartości nie masz ani Ty ani Twoje słowa i czyny… dziś Cię dla mnie nie ma i niech tak zostanie… zniknij… na zawsze jeśli masz jeszcze reszty jakiejkolwiek godności i honoru…bo to też wątpliwe...
Widzisz jednak nie jestem taki cudowny jak myślałeś... jestem bezczelny i zgorzkniały do szpiku kości...między innymi dzięki Tobie ale ja sam Tobie dziękować nie będę...możesz jednak pozostać dumny z samego siebie...znajomość z Tobą nie pozostała mi obojętna i sprawiła,że dziś piszę tak a nie inaczej...ale z głębi serca...heh
Rejs Stena Line do Szwecji
Gdynia - KarlskronaJak będziecie mieli okazję płynąć nie zastanawiajcie się. Wspaniałe doświadczenie. Pierwszy raz płynęłam na taką odległość bo wcześniej raz na Hel albo rejs po Sekwanie. Co to są za odległości? Żadne w porównaniu z tym rejsem którego doświadczyłam w weekend. W nocy na morzu był sztorm (9 w skali beauforta). Ludzie śmiesznie chodzili (jakby byli pijani) bo statkiem tak bujało. Niektórzy mieli chorobę morską, ale od nas z grupy tylko jedna osoba i do rana jej przeszło. Stena Line organizuje na statku różne atrakcje i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Mi najbardziej podobało się w nocy na rufie. Mimo, że bardzo mocno wiało i momentami trzeba było się zaprzeć lub mocno trzymać, żeby nie zwiało a tym bardziej, że było ślisko, bo chlapało i był mróz. Ja tam znalazłam chwile uspokojenia (zawsze mnie woda uspakajała), zamyślenia. Ciemność, nic nie widać tylko ślady jakie prom zostawia za sobą i gwiazdy na niebie. Mogłabym stać tak całą noc gdyby było cieplej. Obsługa na statku była bardzo miła i mimo, że byłam tylko zwykłym gościem który w dodatku nie wykupił najdroższego biletu czułam się jak ktoś ważny, ktoś wyjątkowy. Wszyscy tak się czuli. Przyjazna i miła atmosfera. Jeżeli ktoś kocha morze tak jak ja to na prawdę polecam.
Dziękuję Ci Kochanie za tą miłą niespodziankę. Mogłam chociaż troszkę doświadczyć tego co Ty kiedy byłeś w rejsie. Mogłam choć przez chwilę zobaczyć co znaczy pływać, a ponieważ kocham morze, bo mnie wycisza mogłabym tak z Tobą pływać i pływać.
Dziękuję Ci Kochanie bardzo za ten cudowny walentynkowy rejs.
Kocham Cię Skarbie.
"Siostrzana miłość"
Moja młodsza siostra uważa, że pozjadała wszystkie rozumy, bo ona uczy się i pracuje to oznacza, że jest boginią. Wredota, która ma dwa oblicza. Jak wróciłam do domu z wynajmu to powiedziała mi, że ja nie mam prawa się rządzić w pokoju bo się wyprowadziłam i mogłam się nie wyprowadzać. Co dwa tygodnie a czasami co tydzień przyjeżdża do niej koleżanka bo uczy się w Gdańsku zaocznie a ja w tym czasie muszę iść do rodziców na łóżko polowe, bo one zajmują pokój. Gosia jest w porządku ale dlaczego ona zanim obiecała koleżance nie porozmawiała o tym z rodzicami i ze mną czy się na taki układ zgadzamy? W moim, życiu pojawiły się pewne wydarzenia, które zmieniły moją psychikę, jestem słabsza. Walczę ale nie zawsze potrafię. Wystarczy jedno słowo które mnie zaboli a ja już zaczynam płakać i choć moja świadomość mi mówi, że nie ma po co łez wylewać ja i tak nie potrafię się uspokoić. Kiedyś pomagało mi w takich chwilach pisanie na blogu, chociaż wiedziała, że i tak mało osób czyta to co pisze. Może i tym razem znajdę tu pocieszenie. Poczuje ulgę, że wygadałam się na stronie której i tak prawie nikt nie odwiedza. Dlaczego tak jest, że moja siostra jak wywołuje awanturę zawsze trafia w czuły punkt. Najgorsze jest to, że ja zaczynam wierzyć w to, że jestem nieudacznikiem i się do niczego nie nadaję. Nie mam nikogo kto by mnie podbudował, wsparł w trudnych chwilach. Jestem pozostawiona sama sobie i muszę sobie z tym radzić, bo to jest moje życie i co z nim zrobię zależy tylko ode mnie. Mariusz bardzo się stara mnie wspierać ale nie zawsze mu to wychodzi. Nie szkodzi - ważne są chęci.Dziękuję Ci bardzo Kochanie, że jesteś i że mnie wspierasz. Dziękuję, że dajesz mi siły. Bardzo mi pomagają nasze wspólne plany i marzenia a przede wszystkim wiara w ich spełnienie. To wszystko wydaje się być takie realne, trzeba tylko wyciągnąć po nie rękę i działać. Dziękuję Ci Kochanie, że jesteś.
Opowiadanie o MIŁOŚCI
Szepnął jej do uszka dwa słówka po czym delikatnie pocałował. Czuła jak powoli wchodzą w głąb jej ciała docierając do serca i duszy a później rozeszły się po całym ciele jak błyskawica. Czuła tą energie całym ciałem. Zawsze czuje kiedy jej dotyka. Jest czuły, miły i taki delikatny. Pomyślała, że nigdy do nikogo nie czuła tyle co do niego. Jak to się stało? Wciąż się zastanawia co się z nią dzieje, a kiedy on jest w pobliżu wyczuwa jego obecność. Jej myśli błądzą gdzieś szukając wspomnień razem spędzonych chwil. Najpiękniejszych chwil w jej życiu. Teraz siedzieli razem na polanie. Cisza, spokój i otaczający ich las, dźwięk płynącej wody wydawany z małego strumyczka przecinającego to magiczne miejsce. Pocałował ją po raz kolejny sięgając ręką w jej intymne miejsce. Poczuła ciepło przechodzące przez jej ciało i pragnęła go całą sobą. Każda cząstka jej ciała. Całowali się i pieścili dosyć długo, a później to się stało. Czuła się jak w niebie, było wspaniale. Wiedziała, że ten ciepły wiosenny poranek na długo pozostanie w jej pamięci. Wciąż nie mogła uwierzyć, że spotkała takiego faceta i że wybrał właśnie ją. Przecież takiego troskliwego mężczyznę chciałaby mieć każda kobieta a to właśnie jej się trafiło to szczęście.Szepnął jej do ucha słowa "kocham cię" i pocałował. Czuł jak cała drży z podniecenia. Przez krótką chwilę nie ruszała się. Zaobserwował, że te słowa z jego ust działają na nią inaczej niż na inne dziewczyny. Wiedział, że ona go pragnie ale bał się żeby jej nie skrzywdzić - jest taka delikatna. Czuł, że ta miłość zwycięży wszystko. Pocałował ją jeszcze raz i zaczął pieścić całe jej ciało. Podobało mu się i choć pragnął już zacząć się z nią kochać musiał rozegrać tę grę wstępną jak najlepiej, żeby ten ich pierwszy raz na długo zapamiętała. Miejsce w jakim się znajdowali było im przyjazne, polana w środku lasu, zielona trawa, strumyczek i śpiew ptaków. Po stosunku już wiedział, że zrobił to jak najlepiej potrafił a ona będzie z nim już na zawsze. Nie przestanie go kochać a ten dzień będzie do niej wracać we wspomnieniach.
siła
"Powiedzieć, co się myśli, jest czasem największym szaleństwem, a czasem najwyższą sztuką."Uznałam, że będę pisać tutaj skoro odzyskałam adres :)
ZMIANY :)
Jestem chora, mam chrypę, boli mnie oddychanie... jak zawsze, wczorajsze wyjście mnie tak ustawiło...
Znów żyję muzyką, to daje siłę.